Prawem i Lewem, czyli: Spadek z Progu
Jedną z fundamentalnych różnic między Prawicą i Lewicą jest stosunek do Prawa. Wedle konserwatystów (i większości prawicowych liberałów) Prawo to zestaw reguł, które mają zapewnić stabilność społeczną. Jeśli ludzie mają mieszkać na ziemi, a nie na poruszającym się bagnie, to Prawo powinno być trudno zmieniane. W szczególności – i z tym zgadzają się już wszyscy prawicowi liberałowie, nie tylko konserwatywni – niezmienna musi być ta część praw, która zapisana jest w Konstytucji.
Zupełnie inaczej widzą sprawę d***kraci, socjaliści i – niestety – lewicowi liberałowie; dla nich Prawo jest przeszkodą w realizowaniu Woli L**u, realizowaniu zasad „sprawiedliwości społecznej” i „sprawnym administrowaniu”. Nie przypadkiem kodeksy w kraju rządzonym przez Lewicę mają maleńki paragrafik mówiący mniej-więcej „Poniższe przepisy nie obowiązują jeśli są sprzeczne z zasadą sprawiedliwości społecznej” lub tp. Zresztą wielcy Wodzowie Lewicy, Lenin i Hitler, otwarcie mówili, że Prawo jest przeszkodą dla rządzących.
I mieli rację. Tyle, że konserwatyści uważają, że dobrze jest, gdy Władza jest ograniczona Prawem.
Ponieważ wielu ludzi wierzy w Prawo jak w fetysz, Lewica obecnie ucieka się do prostego tricku. Gdy Prawo nie pozwala na wykonanie jakiegoś posunięcia, to po prostu… zmienia Prawo.
Tym samym „Prawo” przestaje być Prawem. Skoro Prawo można w każdej chwili zmienić (niekiedy nawet z mocą wsteczną!!!) - to, oczywiście, mamy do czynienia nie z Prawem, tylko z Lewem.
Dotyczy to zwłaszcza przepisów konstytucyjnych.
Właśnie nadciąga kolejna „komedyja prawna”. W obowiązującej Konstytucji znalazł się ciekawy zapis nie pozwalający państwu na obciążanie Narodu nadmiernym długiem. Ustawodawca zapisał dość naiwnie, że dług publiczny nie może przekroczyć 3/5 PKB…
Problem w tym, że już prawie przekroczył.
Rząd broni się, że nie należy obligacji państwowych przekazanych OFE uważać za „dług publiczny”.
Przepraszam: a jak nazwać obligacje? Władze III RP powinny się cieszyć, że żaden przepis nie reguluje wysokości emerytury – więc, choć zgodnie z Konstytucją państwo musi zapewnić ludziom emeryturę, to może ona wynosić np. 1grosz miesięcznie. Gdyby istniała jakakolwiek dolna granica emerytury, to z’obowiazania emerytalne w stosunku do wszystkich, od których pobrano składki emerytalne, należałoby też dołączyć do długu publicznego.
Jeśliby jednak nawet tych obligacyj przekazanych OFE nie wliczać do długu, to i tam ma on podobno w przyszłym roku wynieść 54,7% PKB – co oznacza, że niewielkie wahnięcie kursów walut, w których III RP zaciągnęła pożyczki może spowodować przekroczenie tej granicy.
I co wtedy?
Właśnie: co wtedy?
Art 216 p.5 Konstytucji powiadający:
„Nie wolno zaciągać pożyczek lub udzielać gwarancji i poręczeń finansowych, w następstwie których państwowy dług publiczny przekroczy 3/5 wartości rocznego produktu krajowego brutto. Sposób obliczania wartości rocznego produktu krajowego brutto oraz państwowego długu publicznego określa ustawa” należy do tych naiwnie skonstruowanych przepisów, które nie przewidują żadnych konsekwencyj. Gdyby powiadał tak, jak ja rozumiem prawo: „Jeśli państwowy dług publiczny przekroczy 3/5 wartości rocznego produktu krajowego brutto – liczony w sposób przedstawiony w aneksie – to rząd automatycznie ulega dymisji, parlament rozwiązany, a Prezydent powołuje rząd Jedności Narodowej, a odpowiedzialni podlegają karze więzienia nie niższej niż rok” – to taki Artykuł można by nazwać efektywnym. W obecnym sformułowaniu każdy „rząd” może te 3/5 przekroczyć – i korona mu z głowy nie spadnie. Oczywiście: za złamanie Konstytucji należy się Trybunał Stanu – ale proszę zauważyć, że przewidujący politycy akurat teraz mówią o potrzebie jego likwidacji.
A ponadto przed Trybunał Stanu musiałby skierować odpowiedzialnych Sejm, zaś Trybunał obsadzony jest przez większość sejmową, która wyłoniła „Rząd”, który Konstytucję złamał…
Ponadto „Rząd” może zmienić ustawę ustalającą sposób liczenia PKB oraz długu – co przy radosnym księgowaniu pozwoli zredukować dług do 30%, 20% a nawet 10% PKB…
„Rząd” nie chce jednak ani postępować tak bezczelnie, ani jawnie łamać Konstytucji – w związku z czym spokojnie mówi, że trzeba będzie ten próg 3/5 podnieść – albo wręcz ten Artykuł, „przeszkadzający w sprawnym rządzeniu” (czytaj: w obciążeniu naszych dzieci i wnuków szaleństwami ich ojców) zlikwidować.
I tu powiedzmy twardo:
Jeśli Prawo - zwłaszcza: artykuł Konstytucji – można w każdej chwili zmienić wedle życzenia każdorazowej większości – to po co w ogóle uchwalać jakiekolwiek Prawo???
Wróćmy jawnie do sprawdzonej metody stalinowskiej: Konstytucja jest dekoracją, a o tym, co wolno nam lub co musimy robić - decydować będzie przyszły Prezydent Unii Europejskiej.
Przynajmniej będzie wiadomo, kto za ten bajzel odpowiada.
PS. Jeszcze bardziej kuriozalnym jest pomysł „zawieszenia obowiązywania Art.216 Konstytucji” - ale po co mam omawiać pomysły jawnie kretyńskie?
Janusz Korwin-Mikke