Niech żyją spekulanci!
Jak podaje słownik genialnego śp. Jana Stefczyka (Sterlinga) (ps.”Władysław Kopaliński”):
spekulacja (ryzykowna) transakcja handl., obliczona na (wysoki) zysk ze spodziewanych zmian w cenach, w zaopatrzeniu rynku, metodach produkcji itp.
Jeśli np. złotnicy dowiadują się w XIX wieku, że dentyści zaczynają robić koronki ze złota, to w celach spekulacyjnych zaczynają wykopywać złoto. Cena idzie w górę o np.5%. Po paru latach złoto jest już powszechnie używane – i wskutek zwiększonego popytu cena idzie w górę o, powiedzmy, 15%. Spekulanci inkasują dobrze zasłużone 10% - minus procent, minus podatek.
Zwracam uwagę, że mogli stracić: gdyby np. po roku ludzie uznali, że złote koronki w szczęce to obciach. I przestali je zamawiać.
Proszę zwrócić uwagę na niesłychanie korzystny dla gospodarki skutek działalności spekulantów: cena już idzie w górę, przygotowując rynek do nowej sytuacji. Ludzie już kupują mniej złota na bransoletki – dzięki czemu już powstaje lekka rezerwa złota – z którego za 2-3 lata będą robione koronki.
To znacznie łagodzi szok cenowy.
Otóż spekulacja jest istotą handlu. Piszę to, gdy za oknami przechodzi procesja z okazji święta Bożego Ciała. Z tej okazji okoliczne cukiernie kupiły masę lodów i innych towarów – spekulując, że będzie upał i wierni po procesji masowo rzucą się lizać lody. Co w myśl komunistycznej doktryny powinno być karane – tym bardziej, że lodziarze zazwyczaj z takiej okazji nieco podnoszą cenę lodów.
ZBRODNIA!
Gdy śp.Henryk Ford zakładał warsztat samochodowy, to spekulował, że ludzie będą chcieli tym warczącym pudłem jeździć. A np. W.Ks.Konstanty Pawłowicz po wynalezieniu słynnego „rosyjskiego światła” władował w 1878 roku cały majątek w “Towarzystwo Elektrycznego Oświetlenia P.N. Jabłoczkow - wynalazca i Spółka”, które… splajtowało, bo akurat śp.Tomasz A.Edison wymyślił żarówkę, która była tańsza i wygodniejsza od „świec Jabłoczkowa”.
Spekulant, choć książę, nawet „Wielki” - czasem przegrywa…
Tymczasem komuniści, czy to ci z PRLu czy ci budujący UE, nienawidzą spekulacji. Dla nich to jakaś podejrzana operacja. I brutalnie ingerują. Niedawno napisałem na ten temat w “Dzienniku Polskim” pt. Wielki Brat czuwa.
Gdy w 1938 roku polskie wojska zajmowały Zaolzie, przedsiębiorczy restaurator z czeskiego Cieszyna zakupił większą liczbę trunków (bo Republika Czeska – podobnie jak dzisiaj – nakładała mniejszy haracz na alkohol!) i zaczął je serwować. Natychmiast wychwycili to polscy celnicy i pozwali go do sądu, który już po miesiącu (!) skargę oddalił – z uzasadnieniem:
„Obowiązek celny powstaje wtedy, gdy towar przechodzi przez granicę – a nie wtedy, gdy granica przechodzi przez towar”.
W 2004 III RP podpisała Traktat Akcesyjny i weszła do Wspólnoty. Już po miesiącu Komisja Europejska chciała nałożyć na III RP karę (€139 mln!) za to, że kupcy zgromadzili zapasy grzybków marynowanych, wieprzowiny i czosnku w ilości przekraczającej więcej niż o 10% normalne obroty!!! III RP odwołała się do Trybunału Wspólnotowego – i ostatecznie skończyło się na €12,451 miliona.
Brutalna ingerencja w wolność handlu – to jedno. Co najbardziej szokuje – to: ilu urzędników opłacamy, by ONI to wiedzieli!!!
No, to sobie tu policzmy. Policzmy prawdziwe straty. Liczba zatrudnionych urzędników (od 1988 roku ta liczba wzrosła 4,5 raza – a p.Roman Prodi, gdy był jeszcze szefem KE, twierdził, że musimy ich zatrudnić jeszcze 4 razy więcej!!!) i ich pensje to łatwy rachunek. Natomiast setki razy więcej kosztuje naszą gospodarkę to, że producenci i handlarze muszą sporządzać jakieś sprawozdania, wypełniać setki papierków – tracąc swój cenny czas. To jest znacznie trudniejsze do oszacowania.
Ale spekulanci dają gospodarce zyski – a walczący z nimi urzędnicy: straty.
I warto o tym pamiętać.
Janusz Korwin-Mikke