Blog Janusza Korwin-Mikke

Gospodarka nie dla idiotów

Archiwum: maj 2009

2009-05-14 14:09

Emigranci

W ekonomii najważniejsze jest to, czego NIE widać.

Na portalu ONET.pl znalazłem następującą informację z „DZIENNIKA”:

Wg. danych Narodowego Banku Polskiego od czasu wstąpienia Polski do UE emigranci przysłali oficjalnie do Polski prawie 70 mld złotych - pisze “Dziennik”. Ekonomiści szacują, że pieniądze emigrantów stanowią nawet 1,5 proc. polskiego PKB.

Wg danych Banku Światowego pod względem rocznej wartości przysyłanych przez emigrantów pieniędzy jesteśmy na piątym miejscu na świecie - wyprzedzają nas tylko Meksyk, Chiny, Indie i Filipiny. A i tak oszacować można tylko środki przesłane oficjalnie. Jak powiedział “Dziennikowi” Krzysztof Rybiński, były prezes NBP, 70 mld to być może tylko czubek góry lodowej. “Nieoficjalnych” emigranckich oszczędności może być nawet drugie tyle.

“Dziennik” przypomina, że 70 mld zł od naszych rodaków pracujących za granicą to znacznie więcej, niż suma dopłat dla rolników, które wyniosły w mijających pięciu latach 40 mld zł od UE i 20 z budżetu państwa oraz niewiele mniej niż suma wszystkich dotacji z funduszy europejskich, które wyniosły 73,3 mld zł.

Dzięki pieniądzom emigrantów możliwy był boom na rynku nieruchomości, powstało tysiące nowych firm oraz możliwe było umocnienie polskiej waluty - zauważa “Dziennik”. I przypomina, że od 1 maja kolejne dwa kraje - Dania i Belgia - otworzyły rynek pracy dla polskich pracowników. Wielki strumień pieniędzy od emigrantów więc nie wyschnie.

A teraz włączamy (jeśli ludzie Ery Telewizji jeszcze to potrafią…) własne myślenie – i zaczynamy liczyć.
Zaczynamy od tego, że wierzchołek góry lodowej (czyli to, co wystaje z wody) to 1/7 wagi góry (a nie połowa). I dajemy temu spokój – bo mamy poważniejsze rachunki.

Najpierw zauważamy, że wszystkie dotacje z Brukseli to 1,5% PKB – czyli są w granicach połowy błędu statystycznego. Nie należy za to zapominać tu o ok. 110 mld zł, które z powodu tych dotacyj rocznie tracimy – a to w postaci czasu marnowanego na wypełnianiu wniosków, czasu i pensyj urzędników oceniających i załatwiających te wnioski, czasu traconego na staniu przed światłem, gdzie, na polecenie Brukseli zdjęto zielone strzałki – itd. Każda „dyrektywa unijna” - to setki milionów traconych na głupiego robotę.

Ale i to nie jest tu najważniejsze.

Liczymy: 3 mln emigrantów dały Polsce zysk równy 1,5% PKB – liczą efekt góry lodowej made by Christopher Rybiński: 3%.

Co oznacza, że 97% PKB wytworzyło 15 mln pracujących w Polsce (odliczyłem tych, co w pracy przeszkadzają…).

Co oznacza, że pracujący w Polsce jest (z punktu widzenia naszej gospodarki) ponad sześć razy bardziej efektywny od emigranta.

Oznacza też, że (zakładając jednakową efektywność pracy w Polsce i w Irlandii, na przykład) polscy emigranci przysłali do Polski 1/7 wartości swojej pracy – resztę wydając na siebie tam i wzbogacając gospodarki tamtych krajów.

Co oznacza też, że gdyby ci emigranci pracowali tu, a nie tam – to nasz PKB wyniósłby prawie 120% obecnego.

Oczywiście: pod warunkiem, że byłaby w Polsce dla nich praca równie efektywna jak dla pozostałych Polaków.

Na pewno jej nie było – dlatego wyemigrowali. I na pewno byłaby, gdyby podatki były niższe – i gdyby kapitaliści krajowi i zagraniczni byli pewni, że im „Rząd” nie będzie się wtrącał w prowadzenie businessu.
Co, nawiasem pisząc, dałoby pracę nie tylko emigrantom, ale i bezrobotnym Co z kolei oznaczałoby podniesienie PKB do 125% obecnego.

Co umożliwiłoby Polsce dogonienie w ciągu 6 lat RFN – bez żadnych dotacyj z Brukseli. Czy Francji – to nie wiem, bo oni mają po parę kilo złota zakopane w ogródkach… ale Niemiec: na pewno!

To wszystko przy nie zmienieniu obecnego systemu socjalistycznego i nawet nie zmienieniu systemu podatkowego!

Gdybyśmy to zrobili – dogonilibyśmy Niemcy (które mają ostatnio tempo „rozwoju”   minus 10%) w ciągu 3-4 lat.

To tyle liczenia – na razie…

Janusz Korwin-Mikke