Blog Janusza Korwin-Mikke

Gospodarka nie dla idiotów

Archiwum: kwiecień 2009

2009-04-16 8:58

To nie sztuka zabić Kruka…

Jak Państwo wiecie – albo nie wiecie – jestem zwolennikiem prawdziwego kapitalizmu. Kapitalizm taki polega na tym, że gość, który zna się odrobinę (reszty dowie się w trakcie…) na parówkach, kupuje sobie blaszane pudełko podgrzewane od dołu czterema świeczkami, do pudełka wlewa wrzątek z ugotowanymi parówkami – i wychodzi na ulice. Jeśli pomysł chwyci, za dwa dni wynajmuje czterech ludzi do sprzedaży parówek, za dalsze dwa: szesnastu – a po pół roku jest właścicielem firmy sprzedającej w 300 miastach w Polsce parówki – zatrudniającej przy tym 5000 sprzedawców.

A jeśli pomysł nie chwyci, to pudełko odkłada na strych i kombinuje, jak tu założyć inny interes.

Istotą kapitalizmu jest wolna konkurencja – polegająca na tym, że z dwóch przedsiębiorców wygrywa ten, który lepiej zna się na przedmiocie handlu i produkcji – i zacieklej walczy o swoje.

Pamiętam, jak w młodości czytałem prace słynnego teoretyka przedsiębiorczości, śp. Harringtona Emersona, który wspominał faceta, który założył fabryczkę papierowych tutek do papierosów. Dokonał cudów. Wyrezał prawie wszystkich konkurentów, zdobywając o parę centów tańszy karton, tańsze i lepsze rurkarki, szkoląc personel. Ale jednego konkurenta nie wykosił. Poszedł odwiedzić jego zakład. Przyjrzał się – i stwierdził, że tamten ma wszystko tak idealnie z’organizowane, że lepiej już się nie da. Wrócił do siebie – i … zamknął firmę, przerzucając się na inna produkcję.

I został milionerem.

Dzisiejszy „kapitalizm” polega na tym, że wszystkim zajmują się specjaliści od dawania łapówek urzędnikom, od relacji z prasą i od pacyfikowania personelu. Na produkcji nie muszą się znać – i nawet nie muszą w życiu być w żadnej swojej fabryce.

Oczywiście z kapitalizmem nie ma to wiele wspólnego…

Piszę to, bo w sierpniu ub. roku pisałem (p/t „Kruk w bieliźnie”) o aferze z wrogim przejęciem (rok temu) jubilerskiej firmy „W.Kruk” z Poznania przez Grupę Vistula (w praktyce: „Vistula” i „Wólczanka”). Opisałem przy tym genialny manewr p.Wojciecha Kruka: gdy Vistula (na kredyt…) zakupiła akcje „W.Kruk”, p. Wojciech Kruk razem z p.Jerzym Mazgajem (specem od żywności), za otrzymane za sprzedaż swojej firmy pieniądze wykupili sporo akcji Vistuli, i… opanowali ja od środka!!

Napisałem wtedy:

„Powstaje tylko pytanie, czy jubiler i handlarz żywnością znają się na bieliźniarstwie?”

Odpowiedź oczywiście brzmi: tak samo, jak szefowie „Vistuli” ,i „Wólczanki” znają się na handlu złotem i brylantami.

Efekt tej nieoczekiwanej zmiany miejsc był żałosny – ale przewidywalny od początku. V&W nie znały się na handlu złotem – więc zaczęły nim handlować – a kierownictwo V&W przejęli ludzie nie znający się na szyciu garniturów i koszul. Dziś pp.Kruk i Mazgaj (obecnie Prezes RN „Vistuli”) mają problemy, cytuję:

Znana z garniturów i koszul Vistula Group stanęła nad finansową przepaścią, bo w okresie hossy na giełdzie chciała na kredyt szybko się rozwijać. W połowie zeszłego roku dokonała głośnego wrogiego przejęcia firmy jubilerskiej W.Kruk. Na ten cel poszło 250 mln zł kredytu z Fortis Banku. Do końca marca ten dług urósł już do 287 mln zł.

Ówczesne władze spółki wcale nie chciały iść aż w tak duży dług. Plan był taki: Vistula ogłosiła wezwanie na 66 proc. akcji W.Kruk, ale wcale nie liczyła, że kupi ich aż tyle. Przypuszczano, że papierów nie będą się pozbywać założyciele spółki, rodzina Kruków. Tymczasem Krukowie, po długim oporze przeciwko Vistuli, złożyli broń i odpowiedzieli na wezwanie. Z tego powodu już na starcie Vistula wydała więcej niż planowała.”

PP.Kruk i Mazgaj odpowiadają obecnie za kłopoty, których narobili ich wrogowie – których Oni teraz wyrzucili i zajęli ich miejsce!!

Jestem też – jak nie wszyscy wiedzą – zasadniczym wrogiem tzw. holdingów. Gdyby – jak 200 lat temu – istniały tylko prywatne firmy – ewentualnie firmy należące do spółek złożonych z kilku znających się wzajemnie facetów, jak w „Ziemi Obiecanej” - to nie byłoby problemu. Gdyby jakiś idiota-krawiec uparł się kupić firmę jubilerską to po pierwsze: jej właściciel mógłby jej po prostu nie sprzedać. Gdyby ten jednak zaciągnął pożyczkę i zaoferował cenę za wysoką, to ów jubiler by ja sprzedał, a za otrzymane pieniądze założył konkurencyjną… Po kilku miesiącach krawiec, nie znający się na jubilerstwie, by zbankrutował lub ze stratą odsprzedał interes – i po problemie.

Wiele razy pisałem, ze sytuacja, w której spółka A może kupić akcje spółki B, spółka B spółki C, a spółka C spółki A - to paranoja. Z zaciekawieniem patrzę, co teraz zrobią pp.Kruk & Mazgaj? Może wezmą miliard pożyczki i w ramach „ucieczki do przodu” kupią np. „Petrochemię”?

Tak nawiasem: Kodeks Handlowy do roku 1988 nie dopuszczał sytuacji, w której spółka może kupić własne akcje(!) lub spółka A akcje spółki B i odwrotnie. Jednak opisany przed chwilą układ z trzech spółek był możliwy – i powstaniu takiego potworka nie można było zapobiec. Praprzyczyną paranoi jest bowiem pomysł „spółek anonimowych”, w których ”właścicielstwo” stało się zupełną fikcją (a w spółkach z oo. - oderwało się od odpowiedzialności!).

Już 20 lat temu pisałem, że sytuacja w USA świadczy o tym, że Czerwoni zamordowali tam kapitalizm – co widać np. po tym, że przez 20 lat nie postała ani jedna fabryka samochodów (!!!) - a firmy zajmują się głównie połykaniem się wzajemnym. Jest to – pisałem – sytuacja chorobliwa.

Amerykanie wkroczyli w tę paranoję wcześniej – więc mają większe problemy. Dlaczego Polska mając lepszy kodeks od amerykańskiego zmieniła swój na amerykański? Bo nikt mnie nie słuchał (co pozostało do dziś…). Wtedy – widząc sukcesy XIX wiecznych Stanów Zjednoczonych - wierzono, że WSZYSTKO co amerykańskie, jest lepsze.

Otóż: nie wszystko…

Janusz Korwin-Mikke

jkmjanusz@o2.pl