Blog Janusza Korwin-Mikke

Gospodarka nie dla idiotów

Archiwum: luty 2009

2009-02-07 17:36

Co to jest „gospodarka”?

Komuniści i inni tacy przez „gospodarkę” rozumieli nieodmiennie dymiące bure kominy i tysiące robotników pod okiem inteligencji pracującej produkujących to, co sobie umyślili Kierownicy Przodującej Siły Narodu, czyli Partii. Podobnie zresztą widzą to zwolennicy kapitalizmu – nawet ci bardzo światli.

Tymczasem jest to tylko fragment gospodarki. W dodatku: bynajmniej nie najważniejszy.

O tym, jak wygada ocean, nie decydują wieloryby ani rekiny. Z całym szacunkiem dla tych stworzeń dla ekostanu oceanu tysiące razy ważniejsze są rozmaite okrzemki, wodorosty, plankton, małe rybki z wielkich mórz…

Podobnie o stanie gospodarki nie świadczy stan FSO czy „General Motors”. Czasem śmiech mnie bierze, gdy czytam, że „walczymy o uratowanie 1000 miejsc pracy w Stoczni Gdańskiej”. Tymczasem miesiąc w miesiąc stan zatrudnienia w Polsce (przy założeniu, że liczba bezrobotnych ma coś wspólnego z ludźmi chcącymi pracować – a nie mierzy tylko apetytu ludzi pragnących pobierać zasiłki…) skacze w górę lub w dół o np. 200.000…

I nikt tam z tym ani o to nie walczył. Dwieście tysięcy małych firm zwolniło lub przejęło po jednym człowieku. I to jest ważne zjawisko statystyczne. Natomiast „problem tysiąca stoczniowców” jest problemem ważnym tylko dla dziennikarzy – a kompletnie bez znaczenia dla gospodarki.

Jednak te parę milionów małych firm to jeszcze nie jest „gospodarka” to dopiero te „małe rybki”. Trzeba jeszcze zejść do poziomu planktonu.

Niesłychanie ważnym elementem gospodarki są gospodarstwa domowe. Jeśli żona jest gospodarna, to gospodarstwa te dają sobie radę…

Wszystkie stocznie i koleje mogą sobie dziś w Polsce diabli wziąć – a a dla gospodarki miałoby to znaczenie marginalne – nawet najprawdopodobniej dodatnie. Natomiast to, czy kobieta umie gotować smaczny i tani obiad w godzinę – czy potrzebuje na to dwóch godzin, a potem jeszcze godzinę po tym sprząta – jest sprawą dla gospodarki wagi zasadniczej. Bo w pracy spędzamy raptem 8 godzin dziennie…

Co więcej: dzieci nie widzą, że praca w fabryce jest źle z’organizowana – a widzą, że mama lata po kuchni bez ładu i składu. Tym samym nabierają złych nawyków, które trudno (o ile to w ogóle możliwe: „Czym skorupka za młodu nasiąknie…”) będzie potem wyplenić.

Praca kobiet jest niesłychanie ważna dla gospodarki. Jeśli mamy potwornie rozdętą biurokrację, w wyniku czego miliony kobiet ślęczeć muszą nad jakimiś bzdurnymi tabelkami, nabawiając się zmarszczek i niszcząc sobie cerę – a potem dom wygląda byle jak, bo ona już po prostu nie ma na to czasu – to z gospodarką jest coś głęboko nie w porządku. Jeśli gospodarka prowadzona jest w ten sposób, że Kowalski wyjmuje z jednej kieszeni i płaci, a otrzymane sumy wkłada do prawej kieszeni – to p.Kowalska może spokojnie zająć się dziećmi, doprowadzić dom do porządku, zrobić zakupy, przygotować posiłki – i jeszcze ma czas, by coś poczytać, internet przejrzeć… bo dzięki takim wynalazkom, jak pralka, zmywarka, kuchenka itd. gospodynie domowe mogą wygospodarować sporo czasu dla siebie.

Tyle, że tego wszystkiego nie widać w rocznikach statystycznych. Jeśli oboje Kowalscy harują poza domem, dzieci włóczą się z kluczem na szyi, a obiady jadają po knajpach – to „Rocznik Statystyczny” odnotuje, że wzrosła liczba spożytych obiadów. Jeśli p.Kowalska kupuje produkty na bazarze i gotuje z nich smaczne obiady w domu, to dzieci się cieszą – ale „Rocznik Statystyczny” odnotuje nieledwie katastrofę gospodarczą (bo nie wpłynęły podatki od pracodawcy p.Kowalskiej, od samej p.Kowalskiej - ani od restauratorów, u których jadali dotąd pp.Kowalscy).

Nie możemy jednak dopuścić, by patrzeć na gospodarkę oczami MinFina dzisiejszego państwa – a nie oczami dziecka.

Bo to przecież dla naszych dzieci toczą się koła gospodarki. Zarówno tej z burymi kominami – też ważnej, oczywiście – jak i tej prawdziwej. Domowej.

Janusz Korwin-Mikke