Blog Janusza Korwin-Mikke

Gospodarka nie dla idiotów

Archiwum: styczeń 2008

2008-01-28 8:57

Hossa, bessa i kiesa

Po pięciu latach tłustych giełda zareagowała znacznymi spadkami, grożącymi przerodzeniem się w panikę. I przed tą paniką właśnie pragnę wszystkich ostrzedz!
Otóż w zdrowym organizmie gospodarczym giełda nie odgrywa takiej roli, jaką niektórzy publicyści zdają się przypisywać.
Przede wszystkim należy zdać sobie sprawę, że w każdej transakcji giełdowej, w której Kowalski kupuje akcje od Wiśniewskiego, jeśli jeden traci - to drugi zyskuje. Oczywiście ten pierwszy płacze - ten drugi drugi siedzi cicho, jak mysz pod miotłą - stąd dziennikarze słyszą (i przekazują czytelnikom) tylko powszechny lament.
Po drugie: akcja reprezentuje cząstkę wartości przedsiębiorstwa. Gdyby jednak oceniać firmy wedle ich wartości giełdowej, to prezesi chodziliby łysi - z powodu nieustannej huśtawki: jednego dnia p.Wilus Gates jest bogatszy o 700 milionów dolarów - jutro nie tylko wszystko to stracił, ale i dołożył 200 milionów - a pojutrze znów zyskał… Nie można od tego dostać ataku serca?
Otóż tak naprawdę akcja to nie majątek firmy - tylko to, co inni sadzą o wartości majątku firmy! W dobie d***kracji urządza się głosowania nt. “Czy sądzisz, że jutro p.X otrzyma w Parlamencie Rurytanii votum zaufania?” - ale wynik tego głosowania, przeprowadzonego np. w Poronii, nie ma żadnego wpływu na jutrzejsze głosowanie parlamentarzystów Rurytanii!
Gdyby wartość akcyj jakiejś firmy zaczęła spadać wyraźnie - to jest to sygnał alarmujący: spekulanci zapewne wiedzą coś, o czym (być może) nie wie nawet kierownictwo. Np. to, że w Pernambuco ktoś właśnie uruchomił taką samą, a lepszą i tańszą, produkcję. Gdy jednak spadają walory niemal wszystkich spółek - to świadczy nie o wartości firmy, lecz o ogólnym nastroju spekulantów.
W takim przypadku robimy dalej swoje - a po jakimś czasie akcje wrócą znów do dawnej wartości. Ci, co je w panice sprzedali, poniosą straty - ci, co je przemyślnie kupili (a może to być rodzina naczelnego dyrektora, znającego prawdziwy stan firmy…) uzyskają spory zysk.
Ogólnie bessa ma bardzo ozdrowieńcze działanie na giełdę, a po części i na gospodarkę: z giełdy wylatują spekulanci o słabych nerwach - i bardzo dobrze! Spekulantem nie może być byle kto - jak ktoś nie ma właściwych predyspozycji, nich się lepiej weźmie za np. produkcję butów. Bardzo zyskowna branża - i pewny interes, bo ludzie zawsze coś na nogi wkładać będą…
Bessa jest rynkowi potrzebna tak jak epidemie społeczeństwu. Każda epidemia usuwa z populacji część osobników mniej odpornych lub mniej przezornych - i w ten sposób po epidemii społeczeństwo staje się znacznie zdrowsze. mówienie tego rodzinom ofiar epidemii jest cokolwiek brutalne - ale takie jest życie.
To samo dotyczy tych, co na skutek bessy wylecieli z rynku. Na pewno nie będą mnie kochali za ten wpis. Ja jednak mam okropny zwyczaj mówienia ludziom prawdy w oczy - więc i tym razem nie będę jej ukrywał…
Bessa - to moment prawdy. Kto umie wycofać się na czas; kto umie nabyć akcje, gdy są na samym dnie - ten z okresu panowania niedźwiedzia wyjdzie znacznie bogatszy. Kto nie umie…
… cóż: jest tyle sposobów pomnażania pieniędzy, że warto rozejrzeć się za jakimś innym zajęciem!
Janusz Korwin-Mikke
janusz@korwin-mikke.pl


2008-01-03 16:22

Ludzi Pracy - pod but!

Przed miesiącem (z hakiem) napisałem, że Polską - jak zresztą każdym państwem - powinni rządzić konsumenci, a nie producenci. na co {# Przemek R.} napisał:

Panie Januszu! Przecież niemożliwe jest takie rozdzielenie, bo każdy z nas stoi jednocześnie po dwóch stronach. Pracownika lub pracodawcy w pracy oraz konsumenta po pracy. Oczywiście konsumentami jesteśmy także w pracy. Nie mniej jednak musimy dbać o własne interesy zarówno jako człowiek pracy jak i konsument. Celem głównym jest oczywiście konsumpcja, jednak jeśli jako ludzie pracy nie zarobimy na konsumpcję pieniędzy, to konsumpcji nie będzie. :-(
Sprawa jest bardzo poważna więc napiszę o tym obszerniej. By być ścisłym: są to dwie różne sprawy. Zacznijmy od drugiej.
Otóż każdy z nas, jako homo œconomicus, ma dbać o maksymalizację swoich zysków - nie tylko finansowych zresztą. I nie wnikamy w to, czy działamy “jako Ludź Pracy” czy jako “Konsument”. Mnie nie chodzi o to, kto podejmuje decyzje na rynku, tylko kto ustanawia reguły gry!
A tu już mamy coś do powiedzenia.
W normalnym ustroju prawa ustanawia ostatecznie Monarcha - z całą pewnością nie będący Ludziem Pracy. Z pewnymi wyjątkami: np. Piotr I (moskiewski) własnoręcznie parał się ciesielstwem - i nie jest to mój ulubiony car… Monarcha korzystał z porad Rady Koronnej - która tez nie składała się z Ludzi Pracy. I dlatego monarchie to zazwyczaj rozsądne i względnie trwałe ustroje.
Gdy na miejsce monarchii pojawia się republika - albo, nie daj Boże, d***kracja - powstaje pytanie, kto ma ustalać Prawa? Jak oddzielić Konsumenta od Ludzia Pracy - bo, {# Przemek R.} ma rację: tkwią oni w większości z nas.
To znaczy - nie do końca: młodzież to jeszcze nie Ludzie Pracy, emeryci i renciści to już nie Ludzie Pracy, spora część kobiet - na szczęście - pracuje, owszem, ciężko w domu - ale za Ludziów Pracy się nie uważa. Jednak wcale nie te grupy mi chodzi: świat, w którym Prawo układałyby kobiety, dzieci i emeryci byłby światem opisywanym w jednej z najlepszych polskich politycznych science-fiction, czyli śp.Henryka Goldszmita (ps.”Janusz Korczak”) książeczce: “Król Maciuś I”. Chodzi o rzecz trudną: wydzielenie wśród jak najbardziej pracujących mężczyzn w średnim wieku - Konsumentów.
Otóż: Ludziem Pracy jestem w zasadzie w godzinach 8-16 czy 10-18 - ale po tym czasie jestem Konsumentem. Problem w tym, czy sobie to uświadamiam!
W XIX wieku człowiek zasadniczo czuł się Konsumentem. Zapytany w pubie czy w klubie, o to kim jest odpowiadał: “Filatelistą”, “Globtrotterem”, “Akwarystą”, “Bibliofilem” - podawał tę dziedzinę, którą się zajmował. Być może pieniądze na to potrzebne odziedziczył - a być może zarabiał. Obowiązywała jednak żelazna reguła: “Gentleman o pieniądzach nie mówi - gentleman pieniądze ma!” - oraz druga: “W towarzystwie nie wolno rozmawiaj o sprawach zawodowych”.
Nawet ludzie pracujący zawodowo, nawet jako najemni - nie uważali się za Ludzi Pracy!
Tym samym nowa ustawa (jeśli w ogóle była potrzebna) konsultowana była ze “Związkiem Akwarystów”, “Związkiem Filatelistów” czy “Stowarzyszeniem Bibliofilów” - a nie ze związkami zawodowymi (pod którą to nazwą rozumiem również związki przedsiębiorców)!
Dlaczego? Bo obowiązywała jeszcze inna zasada, znana z czasów rzymskich: “Nemo iudex in causa sua”.
Dlatego ustawy o - załóżmy - kolejnictwie NIE konsultowało się z kolejarzami! To znaczy: wysłuchiwało się ich, owszem - ale tylko w aspekcie technicznym. Pytanie kolejarzy, jak wysokie powinny być ich zarobki, jest bez sensu: wiadomo, jak najwyższe! (każda znana mi branża uważa, że jej zarobki powinny być powyżej średniej krajowej!!!). Pytanie, jak powinna być organizacja pracy na kolei jest równie sensowne, jak pytanie slalomistów, jak ustawić bramki: wiadomo: jak najmniej - i aby jak najłatwiej dawało się je przejechać! Z tą różnicą, że wśród slalomistów trafiają się hobbyści lubiący trudne przejazdy; kolejarzy lubiących trudności w pracy jest znacznie mniej…
Przejdźmy do konkretnych punktów programu naprawy:
1) doraźne: NIGDY nie uzgadniać ustaw z zainteresowanymi! “Związek Filatelistów” a nawet “Związek zawodowy Górników” jest znacznie lepszym partnerem do tych rozmów, niż ZZ Kolejarzy!!
2) Zlikwidować związki zawodowe (i związki pracodawców! W USA - sam sprawdziłem - szefowie dwóch firm zajmujących się kopaniem miedzi nie znają się osobiście - a kontaktu unikają jak ognia, by nie podpaść pod ustawę o nieuczciwej konkurencji!! szef jednej z nich, widząc może zdumienie, spytał, ze szczerym zdumieniem: “A DLACZEGO miałbym się z tym drugim kontaktować??!!? Przecież to mój wróg?!”). Popierać natomiast Związki Pasażerów Kolei, Związki Nosicieli Butów, Związki Kierowców - czyli stowarzyszenia konsumentów!
3) Najważniejsze: zmienić mentalność ludzi - by czuli, że celem ich życia jest dbanie o ich rodzinę, zaliczenie jak największej liczby dziewczyn, zbieranie znaczków, podróże zagraniczne, picie piwa, konstruowanie okrętów z zapałek w butelkach - a nie PRACA. Praca jest tylko środkiem do tego, by mieć forsę na realizację swoich celów życiowych.
Pracować trzeba pilnie, solidnie - bo jak nie, to wywalą - a jeśli ktoś lubi swoją pracę, to tym lepiej (o czym za miesiąc). Ale celem życia jest konsumpcja -a nie praca, jak twierdzą Czerwoni.
Janusz Korwin-Mikke
janusz@korwin-Mikke.pl