Blog Janusza Korwin-Mikke

Gospodarka nie dla idiotów

Archiwum: kwiecień 2007

2007-04-21 10:27

Euro we Wspólnocie

Najpierw drobna polemika. 22 kwietnia {assassin} trochę mi nawtykał - niesłusznie, o czym za chwilę. Streszczam, o co Mu chodziło - całość pod poprzednim wpisem:
(…) Po drugie: Traktat ustanawiający konstytucję dla Europy nie tworzy z UE państwa lecz nadaje mu osobowość prawną i łączy ze WE - przez co powstaje nowa organizacja międzynarodowa, a nie nowe państwo. Ponadto samo twierdzenie, że PE zyskałby tak daleko idące kompetencje jak ustanawianie jednolitej polityki socjalnej jest całkowicie bezpodstawne i ma na celu chyba tylko wprowadzenie w błąd. (…) Obywatelem UE to jest Pan p.Mikke (jak każdy Polak) od momentu wejścia w życie traktatu akcesyjnego na mocy wspomnianego traktatu z Maastricht; to tak - gdyby Pan do tej pory się jeszcze nie zorientował”.

Najłatwiej byłoby mi odpowiedzieć: “Panie {assassin} pleciesz Pan bzdury”. Problem w tym, że nie jest winien {assassin} tylko twórcy WE i projektodawcy UE, którzy celowo wszystko tak poplątali, że ciężko się w tym połapać.
Otóż: UE de lege nie istnieje - stąd w dokumentach prawnych figuruje WE; de facto oczywiście UE istnieje - tak samo jak istnieje np. konkubinat. Nie może on jednak kupić domu na własność - stąd różnych operacji dokonuje KE (można ją porównać do spółki założonej przez oboje konkubentów, by podejmować wspólnie pewne działania, choć nie są małżeństwem) lub WE. Natomiast w Maastricht podpisujący “wyrazili wolę utworzenia UE” - i to jest tak sformułowane, by nie utworzyć UE, ale w przyszłości móc się powoływać, że właśnie została utworzona!!
Majstersztyk mętniactwa prawnego.
Oczywiście, jak {assassin} słusznie zauważył, WE (czy: nieformalna UE) nie jest państwem. W takim razie nie można być jej obywatelem, panie{assassin} - bo “obywatelem” można być tylko państwa. Nie jestem “obywatelem” Unii Polityki Realnej, nie jestem “obywatelem” Organizacji Narodów Zjednoczonych”, nie jestem “obywatelem” Grupy Wyszehradzkiej itp.
Niestety: ludzie spod znaku “Wielkiego Wschodu”, konstruujący UE, jak ognia unikają jasności prawnej - i na tego typu pytanie po prostu nie odpowiadają - bo co niby mają odpowiedzieć?
I jeszcze jedna uwaga: nikt nie broni Panu zarejestrować stowarzyszenia pod nazwą “Rada Unii Europejskiej”(w Polsce się to raczej nie uda - ale w USA czy w Anglii jak najbardziej; jak Pan pamięta w Londynie po 1945 istniało stowarzyszenie pn; “Rząd Rzeczypospolitej Polskiej”); to ciało będzie miało osobowość prawną - z czego nie wynika, że Unia Europejska istnieje!!! Możemy nazywać walenie “wielorybami” - z czego nie wynika, że to są ryby. Podobnie UPR może postanowić, że swoich członków nazywa “obywatelami”, może tak postanowić i WE i “Trójkąt Wyszehradzki” - ale przez to obywatele RP, RCz, RSł, RWęg. nie staną się “obywatelami Trójkąta” bo “obywatelem” nie-państwa być nie można - z definicji słowa “obywatel”. Por. np. w Wikipedii: “Obywatelstwo – więź prawna łącząca jednostkę (osobę fizyczną) z państwem, na mocy którego jednostka ma określone prawa i obowiązki wobec państwa, i państwo – analogicznie - ma obowiązki i prawa wobec jednostki. ( http://pl.wikipedia.org/wiki/Obywatelstwo).
Więc musi się Pan zdecydować: albo jestem obywatelem UE - a wtedy UE jest państwem; albo UE nie jest państwem - a wtedy jej obywatelem być nie mogę. Choćbym chciał.
Co do PE: mam przed sobą książeczkę p.Gwidona Verhofstadta, premiera rządu Królestwa Belgii, prominentnego członka Rady Europejskiej pt. “Stany Zjednoczone Europy”. Facet pisze otwarcie - cytuję: “Należy bezwzględnie zerwać z unijną nowomową, w której używa się długich i trudnych opisów, aby zatuszować lub szerokim łukiem ominąć odważne decyzje. (…) Władza ustawodawcza musi oczywiście znaleźć się w gestii Parlamentu Europejskiego, który (…) powinien mieć dwie izby. Pierwsza z nich to Parlament Europejski (…) a drugą jest Rada, w której skład wchodzą przedstawiciele rządów”. I jak Pan wygląda z twierdzeniem: ” Ponadto samo twierdzenie, że PE zyskałby tak daleko idące kompetencje jak ustanawianie jednolitej polityki socjalnej jest całkowicie bezpodstawne i ma na celu chyba tylko wprowadzenie w błąd.”. To Pan dał się wprowadzić w maliny. Przyznaję: wyjątkowo cwanym oszustom.
Teraz wreszcie przejdźmy do finansów. Pretekstem może też być wypowiedź {blawor}-a twierdzącego, że nawet gdyby wszystkie państwa WE wprowadziły €uro, to i tak ECB by nie dodrukowywał €urosów, bo to spowodowałoby pozbywanie się €uro jako waluty rezerwowej przez inne państwa “z oczywistymi konsekwencjami dla strefy €uro”.
Otóż korzyść, jaką ma ECB z tego, że inne państwa trzymają €uro jako walutę rezerwową występuje TYLKO WTEDY, gdy €uro jest dodrukowywane, czyli: podlega inflacji. Bez tego - to jest tylko kłopot, bo trzeba dodrukować więcej banknotów. A gdyby €uro, jak inne porządne waluty, zaczęło podlegać deflacji, to WE (czy już UE) ponosiłaby z tego powodu straty!
Mamy tu przykład USA: gdy tylko zniesiono pokrycie w złocie i ujednolicono dolara w skali całych Stanów, natychmiast FED kazał dolary dodrukowywać. Inflacja nie jest przerażająco duża - ale jest! I USA są oskarżane, że czerpią z tego dodatkowe korzyści. Nie jestem pewien: podobno ok. 30% dolarów w Azji i Europie to produkcja rodzimych fałszerzy, a nie FED. …
Oczywiście: ani wprowadzenie €uro, ani jego odrzucenie niewiele zmienią. Teoretycznie moglibyśmy przejść w rozliczeniach na kamienne kręgi z Celebes - i gospodarka mogłaby tego nie zauważyć: na ekranach komputerów migałyby ułamki kamieni zamiast złotówek, wypuściłoby (jak “dolary PeKaO”) odpowiednia liczbę drobnych papierów - i już. Za okupacji walutą (dla operujących na czarnym rynku) na parę miesięcy stały się… kartony puszek z zupą żółwiową. Brak lub nadmiar pieniądza są kłopotliwe - ale rodzaj pieniądza jest drugorzędny. A nawet trzeciorzędny.
Natomiast moim zdaniem tym, co koniecznie chcą wprowadzić €uro wcale nie chodzi o wprowadzenie €uro!!
Do wprowadzenie €uro nie jest potrzebny wąż walutowy, warunki brzegowe, kontrola wahań kursowych ani nawet decyzje ECB. Czarnogóra po prostu wprowadziła €uro - i już. Oczywiście trochę traci na lekkiej inflacji €urosów - ale za to unika kosztu druku własnych banknotów. I cała KE, WE i ECB mogą jej nakukać.
“Wprowadzanie €uro” z tym całym solennym euro-sztafażem służyć ma tylko temu by paręnaście tysięcy “ekspertów” , pseudo-bankierów, polityków itp. wzięło pieniądze z przemądre “ekspertyzy” - a na zakończenie jeszcze trochę się nakradło, korzystając z wahań cen walut i różnych towarów. W ostatnich dniach przed wprowadzeniem €uro całe walizy dojczmarek wywożono z Niemiec do Luksemburga (uwaga: przecież obydwa kraje należą do Schengen: jakim prawem kontrolowano to na granicy??? Bo kontrolowano - i wykrywano!) I jest to, powtarzam główny cel.
W latach 60.tych Uzbecka Republika Sowiecka i bodaj Turkmeńska Republika Sowiecka wystąpiły do Rady Najwyższej ZSRS o korektę granicy - że względów narodowościowych, historycznych, geograficznych, orograficznych itp. Ponieważ republiki wystąpiły zgodnie, RN ZSRS oczywiście to zatwierdziła.
Korekty dokonano. Ale po kilku latach był spis powszechny - i wyszło na jaw, że zginęło “gdzieś” 5 milionów owiec, paręset tysięcy wielbłądów, ileś-tam koni itp.
Co się okazało? Cała ta operacja była przeprowadzona tylko po to, by w jednym państwie spisać ten inwentarz z bilansu sowchozów… a w drugim nie wpisać. Rozsprzedano to (nie mówiąc nic Białym Ludziom w Moskwie) w ręce prywatne - na czym zyskała gospodarka, zyskali ludzie, a przede wszystkim… wzbogaciła się miejscowa nomenklatura, która ten numer wymyśliła.
Jestem pewien, że finansami WE rządzą cwaniacy co najmniej równie pomysłowi. A ponieważ dóbr jest tak dużo, że jak połowę ukradną, a połowę pozostałej polowy zmarnują, to i tak nikt nie zauważy - to będą postępować coraz bezczelniej.
Przypominam, że €uro jest jedynym banknotem na świecie, na którym nie ma facsimile podpisu szefa banku, kasjera, ani kogokolwiek. Wcale nie wykluczone, że gdy wprowadzi się €uro, to po paru latach “pod naciskiem ludności” wprowadzi się znów marki, funty, franki i liry… a posiadacze €urosów będą szczęśliwi, jak je wymienią za 1/3 wartości.
Jak obywatele PRL w październiku 1950 roku.
Janusz Korwin-Mikke
janusz@korwin-mikke.pl