Legalizm – czyli: rabunek
Każdy rozsądny człowiek śmiał się, gdy “Rząd” zapewniał, że wprowadzenie zasady, iż za leczenie ofiary katastrofy samochodowej płaci ubezpieczyciel z OC nie spowoduje podwyżek składek przez ubezpieczycieli. Przestał się jednak śmiać, gdy po tygodniu sam “Rząd” podniósł odgórnie składkę o 20% (z czego tylko 12% na pokrycie tych kosztów - resztę ukradnie… pardon: zrabuje “Rząd” pod postacią podatków od tych operacyj finansowych).
Jest to normalna zagrywka ”’europejskich” rządów: kłamać, kraść i rabować. Wszystko, oczywiście, legalnie. “Legalność” w kraju socjalistycznym - czy rządzi nim Hitler, Mitterand, Kwaśniewski czy Kaczyński - polega na tym, że jak chcemy zabrać obywatelom po 100 zł to godzinę wcześniej uchwalamy ustawę, że “Rząd” ma obowiązek zabrać nam po 100 zł - i wszystko jest “legalne”.
Tylko: czym taka “legalność” różni się od “bezprawia”?
Jeśli idzie o zawarty w działaniu “Rządu” humor, to jest on porównywalny z dowcipem, jaki zaserwował był Posłom p. prof. Jerzy Epaminondas Osiatyński, w roli Ministra Finansów w śp. “rządzie” p. Hani Naszej Suchockiej Kochanej. Po podwyżce cen energii wyraził z trybuny sejmowej zdumienie, że piekarze z tajemniczych powodów podnieśli ceny chleba i obiecał śledztwo w tej sprawie…
Nie poznałem się wtedy na dowcipie i - też z trybuny sejmowej - wyraziłem opinię, że “Rząd” rżnie głupa. Co trafiło do katalogu słownictwa politycznego.
To jest - w d***kracji, a zwłaszcza w socjal-d***kracji - normalka. Znacznie groźniejsze jest, że 16-XII weszła w życie ustawa pozwalająca PT Wojewodom i Starostom pozbawiać obywateli własności wbrew ich woli - a nawet bez informowania ich o tym fakcie. Czyli: gorzej, niż za Stalina i Hitlera. Wtedy informowano – i to nawet listem poleconym.
Jest to oczywiście sprzeczne z Konstytucją gwarantującą obywatelom prawo własności - ale skoro trzy miesiące temu sądy wydały Belgom jakiegoś Roma - pardon, słowo “Rom” jest już dziś obraźliwe: Cygana (ale obywatela III RP!!) choć Konstytucja twardo wtedy stanowiła: “Ekstradycja obywatela polskiego jest niedopuszczalna” (i dodawała: “Przepisy Konstytucji stosuje się bezpośrednio”) - to już wszystko jest możliwe.
Żyjemy w państwie bezprawia - i bezprawie to szerzy nie mafia, nie WCzc Poseł Stanisław Łyżwiński - lecz Senat, Sejm i “Rząd”.
No, dobrze - powie ktoś: ale co robić, gdy jakaś inwestycja (chodzi głównie o drogi) jest potrzebna? Mamy wykupione 200 km autostrady - a 10 m zajmuje obywatel, który nie chce ich odstąpić?
Na to jest b. prosty sposób. Figuruje on w Programie Unii Polityki Realnej - ale to nie UPR to wymyśliła. To wprowadzono we Francji za Napoleona - a podejrzewam, że “korsykański bandyta” też ściągnął to skądś, bo sprawa jest oczywista.
Należy wprowadzić podatek od nieruchomości. Od wartości nieruchomości. Ale nie katastralny, ustanawiany przez “Rząd”. Podatek dobrowolnie deklarowany przez właściciela.
Obywatel sam deklaruje, że nieruchomość warta jest, powiedzmy, milion. Sejmik wojewódzki ustanawia (raz na zawsze!) “barierę ochronną”, np. 40%. I jeśli potrzebujemy tej nieruchomości - to bez niesmacznych targów płacimy właścicielowi 1.400.000 zł - i już.
A jeśli temu właścicielowi cholernie zależy na tej nieruchomości? To niech zadeklaruje wartość dwa miliony…
… wtedy za coś wartego milion zapłacimy mu 2,800 tys zł - albo poprowadzimy drogę nieco bokiem!