Niewiele osób w Polsce (i na świecie) wie, jak działają podatki. Między rokiem 1918 a 1930 (w Rosji koniec NEP, w USA New Deal Roosevelta) nad całym światem zapadła Noc Etatyzmu – czy, jak pisał w 1935 Ferdynand Zweig: nastąpiła Zima Ludów. Podatki zaczęły służyć nie jako środek do znalezienia pieniędzy na utrzymanie króla, wojska i policji - lecz jako narzędzie manipulacji społeczeństwem. W efekcie ostatnia książka nt. podatków ukazała się w Polsce w 1924. I słusznie: nie ma sensu badać życia jeleni, gdy wszystkie jelenie zapędzone są do zagrody, wykonują komendy na gwizdek i jedzą to, co da im się do żłobu. Nie ma nawet na kim prowadzić obserwacyj. Z tych samych powodów nie było sensu badać, jak na zmianę podatku zareagują centralnie sterowane firmy.
Wprawdzie ostatnio pogląd, że państwo powinno traktować podatki tylko jako środek do napełniania Skarbu, powraca, jednak wraz z nim idzie niesłuszne przekonanie, że system podatkowy jest tym lepszy, im więcej pieniędzy spłynie do kasy! Nawet zwolennicy niskich podatków argumentują („punkt Laffera”!), że należy je obniżać, bo po zmniejszeniu stopy podatkowej do Skarbu wpłynie więcej pieniędzy!!
Innymi słowy: zamiast zastanawiania się: „Na administrację, wojsko i policję potrzebujemy 40 mld zł; jak zdobyć te pieniądze od obywateli w sposób racjonalny?” (Zasada Vigny’ego) lub (jeszcze lepiej!!): „Od ludzi możemy ściągnąć 40 mld zł – co za te pieniądze najlepiej nabyć?” – myślimy: „Jak ściągnąć od ludzi jak najwięcej pieniędzy”. Potem zawsze znajdą się chętni, by je wydać.
I tych pieniędzy zawsze jest za mało.
Tymczasem złotówka w ręku obywatela jest o ok.40% („Prawo Savasa”) wydajniejsza, niż w ręku urzędnika. Kraj rozwija się więc lepiej, gdy mniej pieniędzy przechodzi przez budżet. Z tych samych powodów, dla których huta na Śląsku działa lepiej kupując prąd bezpośrednio od elektrowni na Śląsku – niż przez Centralną Dyspozytornię np. w Gdańsku.
Jest prawdą (przykład Rosji, która zmniejszyła podatek dochodowy z 40% na 13%) że po zmniejszeniu stopy podatku rośnie liczba pieniędzy w budżecie (ludzie przestają oszukiwać, inwestorzy – krajowi i zagraniczni - zaczynają inwestować). Jest to jednak tylko argument za tym, by stopę nadal zmniejszać! Wpływy będą rosły – ale, zgodnie z Krzywą Laffera, tylko do czasu. Gdy zaczną maleć, należy je nadal zmniejszać – tak długo, aż w budżecie pozostaną tylko pieniądze na administrację, wojsko i policję. Nie wiemy, czy nastąpi to przy podatku 2% czy 3% - ale zapewne mieści się to w tym zakresie.
Przy omawianiu systemu podatkowego trzeba rozważyć co najmniej trzy aspekty:
1) Ile się płaci; Tu mówiąc „Zwiększyć podatek!” często myli się wysokość stopy z wysokością sumy wpływającej do Skarbu. Zgodnie z Prawem Savasa podatek 95% może być – paradoksalnie - dla kraju korzystny (!!) jeśli zgodnie z Krzywą Laffera cała gospodarka zejdzie, przy powszechnej cichej aprobacie, w podziemie, a do Skarbu wpłyną tylko sumy wystarczające na administrację, wojsko i policję!!! Pod warunkiem, że cała administracja zostanie skorumpowana i będzie tolerować czarną strefę. Ważne, by do Skarbu nie wpłynęła ani jedna złotówka ponad to, co jest tam koniecznie potrzebne. Oraz by unikanie podatku nie było zbyt fatygujące.
2) Kto płaci. Tu spotykamy się z najprzeraźliwszymi błędami powodowanymi emocją oraz istnieniem „obrońców interesu grupowego”. W rzeczywistości na ogół jest to obojętne!!!
Przykład: Jeśli sprzedaję samochód, inkasuję 10.000, a nabywca płaci jeszcze np. 1000 podatku. Gdyby istniał Związek Nabywców Aut, jego działacze niewątpliwe domagaliby się, by podatek płacił sprzedawca, „który przecież ma pieniądze - a nabywca nie ma, choć na ogół musi jeszcze potem inwestować w ten używany grat”. Gdyby jednak nawet Sejm ustąpił i zmienił tę zasadę na odwrotną, nie zmieniłoby się nic – poza tym, że podniósłbym cenę do 11.000 i sam zaniósł ten tysiąc do Izby Skarbowej!!!
Podobnie nie zmieniłoby się nic, gdyby Sejm zniósł podatek od młynarzy, a podwoił od piekarzy. Zw.Zaw.Młynarzy by tryumfował, ZZ Piekarzy rwał włosy z głowy i grzmiał o niesprawiedliwości – w rzeczywistości nastąpiłby (to zadanie dla II roku studiów ekonomicznych) spadek ceny mąki dokładnie kompensujący zmianę podatku. Sejmowi wydaje się, że rządzi – w rzeczywistości powoduje tylko kolejne zaburzenia w gospodarce (bo o ile cenę samochodu podniosę w sekundę po wejściu w życie ustawy, to dostosowanie cen zboża i mąki nastąpi dopiero po parunastu tygodniach – a przez ten czas Sejm może wydać kolejną nowelę ustawy!!!) A trzeba jeszcze pamiętać o tym, że Polska nie jest izolowana: mąkę i zboże można przywozić zza jej granic.
W rzeczywistości podatku nie płaci chłop, młynarz, piekarz ani sklep z pieczywem: całość podatku płaci nabywca chleba! Sejm decyduje tylko o tym, kto ten podatek zanosi fiskusowi. Wszyscy producenci pracują de facto na drugim etacie jako poborcy podatkowi – co pokazuje ile osób jest obecnie naprawdę zatrudnionych w administracji!!!
3) Jak się płaci. Podatek powinien być nie tylko jak najmniejszy i jak najmniej kłopotliwy dla obywateli w płaceniu – ale też jak najprostszy i nie dający okazji do oszustw! Rozpatrzmy kilka:
a) Podatek dochodowy – forma dziś powszechna, w rzeczywistości nonsensowna. Powinien być jak najszybciej zlikwidowany. Występuje w dwóch zasadniczych formach:
|- Podatek dochodowy progresywny (p.d.p.). Jest on oczywistym absurdem, gdyż oznacza, że ten, kto dwa razy efektywniej pracuje płaci cztery razy większą grzywnę (między podatkiem, a np. grzywną za złe zaparkowanie samochodu, nie ma – o czym zapominają ustawodawcy – żadnej różnicy!!). P.D.P. narzucili w XX wieku socjaliści, gdyż socjaliści, podobnie jak większość wyborców, są zbyt ograniczeni, by zrozumieć to, co napisałem powyżej i myślą, że nałożenie podatku na „bogatych” zlikwiduje nierówności społeczne.
(Nb. nierówności w ogóle nie należy likwidować, bo są motorem rozwoju – ale ciekawe jest, że socjaliści nakładając p.d.p. nie tylko zahamowali rozwój gospodarki światowej, ale nie doprowadzili do równości: w Szwecji przeraźliwa progresja podatkowa nie przeszkodziła rodzinie Wallenbergów skupić ok.60% majątku Królestwa – a wręcz w tym pomogła. Ta nierówność nie jest jednak twórcza, gdyż Wallenbergowie nosza się skromnie, więc ich bogactwo nie rzuca się w oczy i nie wywołuje chęci, by „kąpać się, jak oni w szampanie”. Podobnie w Polsce, mimo p.d.p., nierówności (choć ukrywane) są ogromne. P.D.P. karze bowiem nie tych, co mają dużo, lecz tych, co efektywnie pracują!!
|- Podatek dochodowy liniowy (p.d.l.) jest też absurdem, choć mniej oczywistym: kto dwa razy więcej pracuje, płaci dwa razy większą grzywnę! Jest zdumiewające, że choć podatek dochodowy istnieje dopiero od ok.100 lat (w USA od 1913), traktowany jest jako coś oczywistego – i wszyscy reformatorzy systemu podatkowego poruszają się w narzuconym przez socjalistów kredowym kole. Tymczasem jest to pomysł rodem z przeklętego XX wieku – a żyjemy już w wieku XXI. Jednak niewielki podatek liniowy byłby i tak znacznym postępem w stosunku do progresywnego.
b) Tak naprawdę jednak na to, by ludzie pracowali efektywnie, trzeba ich podatkować (czyli nakładać kary pieniężne) nie za to, co zrobili dobrze, lecz za to, że mają potencjalne możliwości. Stąd podatkować można:
|- Ludzi – ryczałtowym podatkiem osobistym (p.r.o) (wszystkich mężczyzn – a także kobiety pracujące poza domem; te ostatnie proponuję podatkować tylko dlatego, że nieopodatkowane byłyby na rynku pracy „nieuczciwą konkurencją” w stosunku do mężczyzn)
|- Nieruchomości – podatkiem od wielkości i/lub od wartości nieruchomości. Warunek: podatek taki nie może przekraczać 2‰ (promille) wartości nieruchomości (przypominam, że podatek 1‰ spowodował bunt i odpadnięcie Niderlandów od Korony Hiszpańskiej!)
|- Kapitał. W gruncie rzeczy „podatek od kapitału” (ale nie podatek od „zysków z kapitału”!!) jest logiczny: wyrównuje „niesprawiedliwość” jaką jest to, że nieruchomość – (będąca też kapitałem!) jest opodatkowana, a gotówka nie! Musiałby być taki sam, jak od nieruchomości. Tak nawiasem: Dania proponowała przed siedmiu laty dla UE podatek 35%!!!
|- Logicznie system ten powinien być domknięty podatkiem od ruchomości – bo opodatkowanie nieruchomości powoduje, że (sztucznie) bardziej opłaca się kupować samochody czy garnitury, niż inwestować w ziemię, co zaburza naturalny rozwój gospodarki. Po części taką rolę pełni VAT – tyle, że znów jest on dla towarów nietrwałych 10 razy za wysoki.
Najwięcej wręcz histerycznego sprzeciwu budzi ryczałtowy podatek osobisty. Wysuwane są takie argumenty:
|= Jest to podatek „niesprawiedliwy, bo bogaty i biedny płacą tyle samo”. (Co zabawne: jest wysuwany przez tych, co zawsze twierdzą, że ludzie mają jednakowe żołądki!)
Argument jest pozornie słuszny, jeżeli podatek ma służyć redystrybucji. W PRL taką rolę pełniło wszystko – np. za takie same wczasy zarabiający więcej, więcej płacił! Tu zakładam, że podatek ma wrócić do swej normalnej roli, tj. służyć tylko ściąganiu pieniędzy na cele wspólne i niezbędne (wojsko, policja, pensja prezydenta itd.).
Jednak nawet wtedy argument nie jest trafny – bo (przypominam) podatek i tak płacony jest przez konsumentów, nie przez producentów!! Ponadto jeśli obecnie zatrudniam Starzaka za 10.000 (podatek 4000) i Nowaka za 2000 (podatek 400), to przy ryczałcie równym (w tym przykładzie) 2200, natychmiast renegocjowałbym umowę za Starzakiem (na 8200), a Nowak ze mną (na 3800); Zapłaciłbym tyle samo, tyle samo na rękę otrzymaliby obydwaj panowie i tyle samo otrzymałaby Izba Skarbowa!!! Nb. oznacza to, że obecne „nierówności płacowe” są generowane sztucznie przez progresywny podatek dochodowy !!!
|= „Ludzie się na to nie zgodzą”.
Ludzie mogą się nie godzić na wszystko, np. na komputery – co nie oznacza, że komputery z tego powodu przestają działać. Podejrzewam jednak, że jeśli by się ludziom wytłumaczyło, że podatek ten całkowicie uniemożliwi jakiekolwiek kanty, i nieprawdopodobnie wręcz uprości jego ściąganie (zamiast Izb Skarbowych wystarczą, nieco wzmocnione kadrowo, biura meldunkowe!!) to by się raczej ucieszyli.
Tak naprawdę podatek ryczałtowy jest nie do zniesienia dla polityków (którzy zyskują glosy dzięki nakładaniu podatków na jednych i obietnicom zdejmowaniu ich z drugich) oraz urzędników, mających prawo (np. za łapówkę) zwolnić z podatku dochodowego…
Przykład z Nowakiem i Starakiem oparty jest o obecne podatki – i przy tej wielkości byłby trudny do utrzymania z powodów psychologicznych. Jednak na rzeczy wspólne i niezbędne idzie obecnie 9% budżetu. Oznacza to 11-krotną redukcję budżetu. Tym samym ryczałt byłby rzędu 200 zł. Miesięcznie.
Natomiast podatek ten (plus bardzo niewielki podatek od majątku) połączony z likwidacją wszystkich innych podatków, w tym: od zysków firm, od dochodu, akcyzy od benzyny i (stopniowo!) akcyzy od alkoholu, spowodowałby wręcz nieprawdopodobny wzrost gospodarczy, czego udowadniać dalej chyba nie muszę (proszę popatrzeć na rozkwit gorzelnictwa po obniżce akcyzy!!) I, przy okazji, spowodowałby likwidację bezrobocia (co znów skrzywdziłoby polityków, odbierając im ich ulubione poletko do uprawiania demagogii)
Ale to nie mój problem.
Janusz KORWIN-MIKKE
Autor jest założycielem Instytutu Socjocybernetyki, który w 1989 roku otrzymał I nagrodę w konkursie ogłoszonym w 1988 przez PKPG na system podatkowy w Polsce.
ANEX 1:
cytuję z art. p.dra Roberta Gwiazdowskiego: (Rz-plita” –25-XI-2002)
“Chcielibyśmy systemu podatkowego, który:
* Byłby sprawiedliwszy i prostszy.
* Nagradzałby, a nie karał za tworzenie nowych miejsc pracy.
* Wyeliminowałby niepotrzebną pracę papierkową.
* Zapewniałby bodźce obywatelom oszczędzającym, aby można było zbudować lepszą przyszłość dla siebie i swoich rodzin.
* Pozwoliłby podatnikom, w szczególności tym z klasy średniej, zachować więcej z tego, co zarabiają.
* Pozwoliłby podatnikom łatwo rozliczyć się z podatków, bez pomocy prawnika, księgowego - lub nawet ich obu naraz.”
* Wszyscy podatnicy muszą być w pełni poinformowani o tym, co dokładnie podlega opodatkowaniu, jak są opodatkowani i jaka jest ich rzeczywista odpowiedzialność podatkowa.
* Podatki powinny być widoczne dla każdego podatnika, który musi mieć świadomość, kiedy i ile musi zapłacić.
* Wszyscy podatnicy powinni być traktowani równo pod względem prawa. Należy unikać umyślnego różnicowania podatników i osiąganych przez nich przychodów.
* Przepisy podatkowe powinny tak samo traktować podobne działania i transakcje gospodarcze, bez względu na atrybuty podatnika.
* Należy unikać wielokrotnego opodatkowania - dochód powinien być opodatkowany raz i tylko raz.
* System podatkowy powinien być prosty - złożoność sprawia, że jest drogi w utrzymaniu, co zmniejsza rzeczywisty dochód skarbu państwa z wpływów podatkowych z uwagi na zwiększające się koszty poboru podatków.
* System podatkowy powinien być neutralny dla podejmowanych przez podatników decyzji gospodarczych.
* Stawki podatkowe powinny być możliwie niskie. Niska stawka podatkowa dla wszystkich rodzajów podatników tworzy najmniej wypaczeń w gospodarce. Wysokie stawki marginalne niszczą rozwój gospodarczy przez zmniejszanie bodźców do pracy, oszczędzania i inwestowania.
Jak widać podatek ryczałtowy osobisty – i tylko on - spełnia wszystkie powyższe warunki.
ANEX 2:
Od 1-XII-2009 Polska jest prowincją Unii Europejskiej. Tym samym niemożliwe jest zniesienie VAT-u (minimalny to 15%) i akcyzy. Te dwa podatki przynoszą jednak znacznie więcej, niż 1/11 obecnego budżetu…
Oznacza to, że pozostając w UE można by zlikwidować wszystkie inne podatki – włącznie z podatkiem od nieruchomości i ryczałtowym osobistym – i (nawet po zwiększeniu o połowę wydatków na wojsko i policję) trzeba by rozwinąć jakiś system podatku (jak mawiał Milton Friedman) „negatywnego”, by pozbyć się nadmiaru pieniędzy. Mowa, oczywiście, o przyszłości – bo na razie można by (i trzeba) spłacać zadłużenie i dopłacać do Funduszu Emerytalnego.