Co bankierzy robią z pieniędzmi?
Zacznijmy od elementarza. Ludzie, którzy nie chcą w danym momencie wydawać posiadanych przez się pieniędzy zanoszą je do banku na – załóżmy – 3%. Z drugiej strony do banku przychodzą ludzie akurat potrzebujący pieniędzy. Bank pożycza im je na – powiedzmy – 7%. Z tych 4% różnicy pokrywa koszta swojego działania, zysk – oraz straty spowodowane tym, że część dłużników długu nie spłaca.
Zanim przejdziemy do pytania: „Dlaczego teraz jest tak trudno o kredyt?” zauważmy, że jeśli bank nie znajdzie klienta, któremu mógłby pożyczyć pieniądze, to traci. By tego uniknąć bank może obniżyć procent na 2% - 6% - i to powinien regulować rynek, a nie Rada Polityki Pieniężnej, która ma na to niebagatelny wpływ (a bardzo już duży na rozpiętość między tymi 3% a 7%…)
Trzeba też jeszcze zauważyć, że jeśli z kredytem jest źle, to niekoniecznie znaczy, że jest kryzys, a gospodarka się nie rozwija. To może znaczyć, że rodzice zamiast zanieść pieniądze do banku, by stamtąd pożyczył je ich syn, wolą pożyczyć mu je sami… Jednak na większe przedsięwzięcia potrzebne są oszczędności tysięcy osób – więc nawet obiecującemu synowi trudno byłoby zgromadzić tyle pieniędzy.
Teoretycznie, gdyby w Rurytanii istniały Wielkie Rodziny, jak to do dziś jest w krajach Wschodu, taki kapitał rodzina mogłaby uzbierać – i przez banki przechodziłyby wtedy dwadzieścia razy mniejsze sumy pieniędzy. Nie powinno więc dziwić, że banki już od stu lat wspierają instytucje „postępowe” – to znaczy zmierzające do rozbicia rodziny (przymusowa edukacja, równouprawnienie kobiet, przymusowe emerytury itp.). Bankierów, zwłaszcza żydowskich, oskarżano z tego powodu o diaboliczne machinacje i chęć zniszczenia chrześcijańskiego społeczeństwa dla jakichś celów ideologicznych; tymczasem jest to po prostu dalekosiężna kalkulacja, wytwarzanie sobie klientów.
Wracamy do podstawowego pytania: co bankierzy robią z pieniędzmi, skoro tak trudno o kredyt?
Odpowiedź brzmi: pożyczają je państwu – lub państwowym firmom.
Szuflady Polaków pełne są przedwojennych obligacyj wystawianych przez II Rzeczpospolitą. Mimo to z tajemniczych (pozornie) powodów wśród bankierów utrzymuje się przekonanie, że pożyczenie pieniędzy państwu, to interes „pewny”…
…to ja pytam: skoro tak – to dlaczego obligacje są wystawiane na procent wyższy, niż stosowany zazwyczaj?
Prawda jest taka, że rządy przekupują bankierów nie tylko tym, że gotowe są płacić za pożyczkę więcej, niż przeciętny Kowalski. Banki są w symbiozie z socjalistycznym państwem, które np. wydaje nakaz, by wszelkie obroty firm szły przez banki – a banki za to świadczą państwom przysługę pożyczając im nasze pieniądze, choć przecież wiadomo, że np. III RP - która jest obecnie zadłużona na prawie 600 mld zł (nie licząc z’obowiązań emerytalnych) - nigdy tych pieniędzy nie odda. Co więcej: postępuje jak śp.Lech Grobelny w swojej BKO: pożycza dwa miliardy, spłaca z nich pożyczony miliard; za rok pożycza 3 mld – spłaca z nich pożyczone 2 mld, za rok pożycza 4 mld…
Każdy bank, który dzisiejszemu d***kratycznemu państwu pożycza pieniądze, gra w rosyjską ruletkę: wszyscy zarabiają… z wyjątkiem ostatniego, który straci wszystko, gdy II RP, jak Republika Argentyńska, któregoś dnia wywróci kieszenie na lewą stronę.
I to jest nieuniknione. Tyle, że nikt nie wie, kiedy to nastąpi.
Czyli przedsiębiorca nie może dostać miliona kredytu na 7%, bo bank pożyczył ten milion na 7,5% państwu, które z’użyło z tego 300.000 na spłatę długów, 200.000 na opłacenie swoich urzędników, 300.000 na opłacenie ludzi by, wziąwszy zasiłek dla bezrobotnych, nie chcieli już pracować w jego firmie i wreszcie 200.000 by w ramach „rozwijania przedsiębiorczości” dać subwencję kandydatowi na nowego przedsiębiorcę, by ten robił mu konkurencję (dopóki nie wyczerpie się subwencja…).
Ale, oczywiście, ma wolność wyboru: może dać łapówkę – i wtedy dadzą tę subwencję jemu!
Janusz Korwin-Mikke